mama w pracy

  • 10 lutego, 2016
  • Super mama, super kobieta
  • 0 komentarzy

Ten post jest odpowiedzią na pytanie, które czasami słyszę

Kiedy wracasz do pracy?

Ponadto jest również komentarzem do

Robisz krzywdę dziecku

Robisz krzywdę sobie

Izolujesz dziecko od społeczeństwa

 

Zanim urodził się Franus pracowałam w firmie ubezpieczeniowej, nikomu nie polecam, przynajmniej tej. Pomijając firme, to zasady jakie tam panowały w oddziale wołają o pomstę do nieba. Wiele było sytuacji, ale jednej nie zapomnę nigdy. Kiedy byłam na zwolnieniu lekarskim z powodu zagrożenia ciąży, po powrocie za szpitala, dzwoniła do mnie dyrekcja firmy z informacją, że jakieś polisy, które ja zawarłam z ludźmi są nieoplacone. I jeżeli nie będą zapłacone w ciągu iluś tam dni, to rozwiąże ze mną szanowna pani dyrektor umowę. A do licha ciezkiego, jaki ja mam wpływ na to czy ktoś chce kontynuować polisę czy nie. A może ktoś pieniędzy nie miał. Nie możemy przewidzieć czegoś z wyprzedzeniem. Ale żeby to zrozumieć, to trzeba by się wykazać odrobiną logicznego myślenia. Komuś zera na koncie umysł przycmily.

Nie wróciłam tam, i NIE ŻAŁUJĘ!

Po urodzeniu Franusia wiedziałam, że będę na rocznym urlopie macierzyńskim. A że macierzyństwo mnie tak pochłonęło, a Franek rozkochal mnie w sobie postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym.

Padło haslo blog.

Na początku założyłam go sama na ogólnopolskim portalu. Ale z czasem blog zaczął się rozwijać, coraz więcej firm kontaktowało sie w sprawie współpracy, że po długim namyśle postanowiliśmy wspólnie, by prowadzenie bloga było moją pracą. Ta piękna grafika strony, styl, logo to dzieło Pana Maćka.

Tak zaczęłam pracę blogerki. Są osoby, które powiedzą, że co to za praca. Więc ja im proponuję założenie własnego bloga, wtedy pogadamy.

Jednak najważniejszym moim zawodem jest zawód mama.

To praca 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu,niedziele i święta. Nie ma zwolnień lekarskich, urlopów wypoczynkowych, wyjść przed godziną 15, urlopów na żądanie.

Szef jest wymagajacy, bezkompromisowy, czasami krzyczy bez powodu, szybko zmienia zdanie.

Do tego dochodzi jeszcze dbanie o dom, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie.

Tak wiem nie zapomniałam, jeszcze jest Paweł, dbam o niego, nie chodzi głodny :-)

Jak wygląda mój dzień?

Nie idę rano do roboty, ja już w niej jestem :-)

Śniadanko, Franek je sam, ja wtedy walczę z obiadem. Że Czorcik szybko zjada obiad kończę na raty, bo np pilnie rysujemy smieciarke. Jest szansa, że nas spacer wyskoczymy. Później jemy, no i drzemka. Drzemka Franuli, nie moja. Ja mam coś do wyboru zawsze: prasowanie, mycie garów, sprzątanie, blog. Pobudka, robimy deser. Po deserze zabawy ciąg dalszy, wraca tata, obiad dla taty. Chłopaki grają w piłkę, i znowu bogaty wybór zajęć :-). Kąpiel, Paweł myje Czorcika, ja robię kolację. Chłopaki jedzą. Mam teraz ja czas na kąpiel. Później ogarniam chałupe. Usypiamy się, dziwne, ale jak usypiam Franusia szybciej zasypia Paweł:-)

Jak już śpią, ja biorę się za robotę albo prasowanie albo blogowanie. Zegarek pokazuje 24. Jeszcze troszkę i zaraz spać. Kilka razy w nocy cycek,  no bo cycu musi być :-)

Nadal jest ktoś kto powie, że ja nie pracuje?

Robisz krzywdę sobie

Bo co? Bo nie mam umowy o pracę?

Ja pracuję każdego dnia, bez przerwy. Kocham to co robię, spełniam się, daje mi to satysfakcję. Są kobiety, które czują się spełnione pracując w korporacji, sklepie, szkole, banku, itp. A ja kocham pracę w domu, opiekę nad synem, prowadzenie bloga. Owszem bywam zmęczona, ale jak każdy. Wtedy Paweł przejmuje stery, a ja mam chwilę wytchnienia.

Blog jest moja pasją, uwielbiam pisać, po mału staje się narzędziem zarobkowym. Ale żeby tak było przede mną kawał roboty. Ale wiem, że z moimi chłopakami i z Wami dam radę.

Nie będę ukrywać, bo każdy wie, że blog jest również formą zarobku, po prostu pracą.

Myślę, że wyczerpująco opisałam swoją pracę, mimo, że nie mam na koniec miesiąca na koncie zastrzyku finansowego, ale mam codziennie zastrzyki miłości, buziakow, zabawy, radości i wiele innych oraz Wasze like i komentarze.

A że robię dziecku krzywdę

Bo nie chodzi do żłobka, przedszkola?

Nie pójdzie. Nie chcę. Nie po to urodziłam dziecko, żeby wychowywały go obcy ludzie. Dziecko w pierwszych latach życia potrzebuje matki, ojca. Maksymalne zapewnienie mu poczucia bezpieczeństwa, własnej wartości, opieki procentuje później w jego życiu, jest człowiekiem pewnym siebie.

Nie chcę żeby ktoś karal moje dziecko, bo stwierdzi, że jest niegrzeczny(nie ma niegrzecznych dzieci), ze ma jeść kiedy nie ma ochoty, że idzie na dwór kiedy nie chce, rysuje a woli układać klocki, śpi jak musi a nie jak chce spać, itd.

Dzieciom potrzebna jest swoboda zdobywania doświadczeń, miłość rodziców, poczucie bezpieczeństwa, akceptacja, miejsce i czas na eksperymenty.

Edukacja typu

Teraz rysujemy

Teraz tańczymy

Teraz jemy

Teraz śpimy

Potrzebna jest jak dziura w moście.

Dzieci potrzebują wolnego czasu w swoim otoczeniu, czytanie swoich książek, oglądanie smieciarek, patrzenie na ptaszki, drzemke w swoim łóżku.

Podporządkowanie się obcym, zajmowanie się rzeczami, którymi nie chcą, jedzenie czegoś czego nie lubią, przeglądanie sie złym wzorcom kolegów, nie uczy niczego dobrego. Uczy je konformizmu, podporządkowania się, rezygnowania z własnych potrzeb, szukania akceptacji grupy i nauczyciela,postępowania według wytycznych. Ja nie chcę by mój najcudowniejszy chłopczyk,chcący poznawać świat został przypięty do jedynego właściwego wzorca. Nie chcę żeby ktoś mu zwracał uwagę, krzyczał na niego, stawiał w kącie, bo nie chce iść na   dwór. Nie zgodzę się by zmieniał własne zainteresowania, bo nauczyciel chce inaczej. Nie pozwolę by stał się bierny i bezwolny. My jako rodzice nie będziemy zakładnikami nauczycielki, ekspert od wychowania. Ja wiem co jest lepsze dla mojego syna i ani  przedszkole ani szkoła, tym bardziej żłobek nie są dobre.

Naukowcy dowiedli iż dzieci zbyt wcześnie zmuszane  uczenia wypalają się. Mały czlowiek powinien poznawać świat a nie siedzieć w czterech ścianach i uczyć się karności oraz wymuszonej współpracy z innymi.

 

Przedszkola uczą konformizmu, podporządkowania się komuś, co prowadzi do tłumienia w dziecku, że jego potrzeby są nieważne, ze liczy się większość. W przyszłości nie będzie umiał mówić o swoich potrzebach, będzie uważał, że nie są ważne. To odbije się na jego życiu zawodowym i prywatnym.

Chcę wypuścić syna w świat z poczuciem własnej wartości, pewnego siebie, który da sobie radę.

Ktoś mi zarzuci, że Franek nie ma kontaktów z dziećmi, że nie uczy się życia w społeczeństwie. Zanim tak powiesz, spójrz jak Franula ustawia starsze dzieci na placu zabaw, jak się bawi, gra w piłkę.

Ponadto zaczynamy z innymi mamami organizować spotkania, gdzie mamy plotkuja a dzieci demoluja wynajęta bawialnie.

Są u nas odważne mamy, które organizują edukację domową; na spotkania również bedziemy z Franusiem uczęszczać.

Już wiem, że są mamy, które mówią, że mi odbiło. To jest Wasze zdanie.

Mam syna, którego kocham najbardziej na świecie, dlatego szukam, czytam, zbieram informacje, by za kilka lat dokonać trafnego wyboru, który będzie miał wpływ na przyszłość Franusia. Przyszłość, która mam nadzieję będzie dla niego pomyślna. Jestem matką i chcę dla syna wszystkiego, co najlepsze.

Nie krytykuje mam, które posłały dzieci do żłobka. Ten post przedstawia moje zdanie. Dlatego nie krytykuj Ty, ale uszanuj moje poglądy jak ja szanuje Twoje.

Franus jest naszym synem, my jesteśmy za niego odpowiedzialni, dopóki sam nie zacznie, to my podejmujemy za niego decyzję. Bardzo prosimy NIE wtrącaj się, bo to niczemu dobremu nie służy. To nasz syn, my wiemy, co dla niego jest najlepsze.