Rachunek za wszystkie „niech już będzie”

  • 8 czerwca, 2026
  • Super mama, super kobieta
  • 0 komentarzy

Gdyby ktoś mnie zapytał 10 lat temu lat temu: „Podpiszesz ten kontrakt, na to wszystko co się wydarzy ?                           W zamian za to kim się staniesz, musisz przejść przez ciosy w postaci słów, które zostawiają większe rany jak siniaki; kary za bycie sobą; za własne zdanie; słowa które miały zdeptac i umniejszyc moją wartość . To co, wchodzisz w to?”

Powiedziałabym: NIE.
Powiedziałabym: „Poradzę sobie inaczej. Dojdę tam bez tego błota”.

Tylko że życie nie daje kontraktu do podpisania. Życie po prostu wjeżdża z buta. Rzuca Cię na kolana. Czeka aż wstaniesz. A gdy wstaniesz, rzuca kamieniem. W plecy. Żeby sprawdzić, czy upadniesz na twarz, czy tylko się zachwiejesz, czy nadal stoisz.

Przez długi czas byłam wściekła. Na ludzi, którzy mnie sponiewierali. Na siebie, że im na to pozwoliłam. Na los, że wybrał akurat mnie do tej „lekcji”.                 Modliłam się o spokój. A życie przyniosło mi doświadczenia, które przypominały film wojenny. Chciałam bezpieczeństwa. A dostałam czas, w którym musiałam nauczyć się siebie od nowa, ale najpierw przejść przez poligon.

Myślałam, że życie się na mnie uwzięło. Dziś wiem, że życie było mną zmęczone. Zmęczone patrzeniem, jak godzę się na to wszystko . Jak tłumaczę innych. Jak wybieram „byle nie gorzej” zamiast „ma być dobrze”.
Błoto było potrzebne.
Bo dopiero gdy leżysz w tym błocie, a dzieci śpią za ścianą… zadajesz sobie pytania, których nie zadasz przy kawie i ciastku.
„Czy ja naprawdę chcę tak żyć ?”
„Co się stanie, jeśli już NIGDY nic się nie zmieni?”
„Czy strach przed podjęciem trudnych decyzji jest większy niż strach przed zmarnowaniem sobie życia?”
Błoto nie było karą. Błoto było rachunkiem za wszystkie „niech już będzie”.
A kamienie? Kamienie to były decyzje, które musiałam w końcu podjąć. Decyzja, żeby powiedzieć dość. Decyzja, żeby o 5 rano wstać i zacząć od zera, napić się kawy ze spokojem w sercu.
Ale w tym całym błocie, w tej wojnie, wydarzyło się też coś, czego się nie spodziewałam. Po drodze poznałam ludzi. Prawdziwych. Takich, co nie pytali, nie oceniali po prostu byli.                             Część z nich była na chwilę. Jak anioły na jedno zadanie. Przyszli, pomogli, zniknęli. A część została i jest do dziś.

Nie, nie zgodziłabym się na to świadomie.
Nikt by się nie zgodził. Bo jesteśmy mądrzy dopiero po fakcie.
Ale wiesz co? Nie zamieniłabym tego.
Nie zamieniłabym tych łez na życie, w którym dalej bym nie wiedziała, ile jestem warta.
Nie chciałam przepraszać że istnieje.
Nie zamieniłabym strachu z tamtych nocy na spokój, który byłby tylko ciszą przed burzą.                                                           Życie nie pyta o zgodę. Życie sprawdza, z czego jesteś zrobiona. A potem oddaje Ci Ciebie. Mocniejszą. Mądrzejszą. I w końcu we właściwym miejscu.

Spokój nie ma swojej ceny, spokój jest bezcenny.
Gdybyś mnie zapytała dziś, czy było warto? Powiedziałabym: TAK.
Ale zapytaj mnie, czy chcę to przeżyć jeszcze raz…
Wtedy nadal powiem: NIE.