„Dom Dobry” – film, po którym robi się cicho. Ale ta cisza nie powinna trwać długo.
- 10 listopada, 2025
- Super mama, super kobieta
- 0 komentarzy
Nie obejrzałam całego filmu. Po prostu nie dałam rady.
I to nie dlatego, że był zły. Wprost przeciwnie – był zbyt prawdziwy, zbyt mocny, zbyt blisko. Każda scena uderzała jak policzek, a emocje nie dawały uciec. Smarzowski po raz kolejny pokazał, że potrafi opowiadać o polskiej rzeczywistości w sposób brutalny, szczery i taki, od którego nie da się odwrócić wzroku – nawet jeśli bardzo się chce.
To film, który wbija w fotel, zostawia po sobie ciszę, której nie da się wypełnić słowami. Ale ta cisza nie może trwać zbyt długo. Bo o przemocy trzeba mówić głośno.
Przemoc to nie tylko złamana ręka, siniak pod okiem czy krzyk zza ściany.
To także uderzenie słowem, milczenie, obojętność, manipulacja.
To ślady, których nie widać – bo są dużo głębiej. Tam, gdzie rany goją się najdłużej.
Filmy Smarzowskiego uderzają w psychikę.
Nie szukają upiększenia ani złagodzenia prawdy – po prostu ją pokazują. Do dziś nie obejrzałam całego „Wołynia” – tam sceny i to realne odzwierciedlenie tamtych wydarzeń przerosły mnie emocjonalnie.
Może kiedyś wrócę.
Może kiedyś obejrzę „Dom Dobry” do końca.
Ale dziś – nie potrafię.
To nie jest film, który się po prostu ogląda.
To film, który się przeżywa, który długo siedzi w głowie, który zmusza do myślenia i do rozmowy.
może właśnie taki powinien być – żebyśmy wreszcie przestali udawać, że przemocy nie ma, że nas nie dotyczy, że dzieje się „gdzieś indziej”.
„Dom Dobry” to nie tylko film. To lustro, w które trudno spojrzeć, ale czasem po prostu trzeba.





